Jestem wolontariuszką w pewnym ośrodku

Na początek chciałam powiedzieć, że długo interesuję się tematyką uzależnień i dawno już nie widziałam tak fajnej, pomocnej i ciekawej strony poświęconej temu problemowi. Przejdę do konkretu. Od 2011 roku jestem wolontariuszką w pewnym ośrodku. Poznałam tam dwóch młodych chłopaków, którzy ewidentnie mają problem z marihuaną.

Jeden z nich twierdzi, że nie pali ciągiem od listopada 2011 roku, drugi od października 2012 roku. Jeden z nich pochodzi z rodziny w której palenie marihuany jest tak powszechne jak kanapka na śniadanie. Wychowuje się w rodzinnym domu dziecka, matka nie żyje, ojciec ma ograniczone prawa. Chłopiec wciąż myśli o paleniu, nie może się skupić na innych czynnościach, każda przepustka jest dla niego wyzwaniem i chociaż do tej pory mu się udaje (każdorazowo po przepustce przeprowadzane są testy na obecność narkotyków), wiem, że walka zaczyna być nierówna. Drugiego z chłopców "wychowuje" ciocia uzależniona od alkoholu, matka nie żyje, ojciec ma ograniczone prawa (opuścił rodzinę gdy ten był małym chłopcem). Przyczyny podawane przez chłopców są standardowe: zapominam o problemach, odreagowuję,
przenoszę się w lepszy świat itd. ewidentnie wpływ ma historia rodzinna. Mimo wykształcenia jakie posiadam a jest to resocjalizacja i profilaktyka społeczna, chciałabym poznać inne sposoby, które mogłyby mi pomóc w pracy z tymi chłopcami. Wiem, że chyba jako jedyna mam na nich wpływ. Ale w czerwcu szkoła się kończy a oni wracają do domów, a ja chcę mieć pewność, że zrobiłam wszystko co mogłam. Dlatego pytanie brzmi: JAKIE ZNAJĄ PAŃSTWO SPOSOBY, PROWADZĄCE DO ZNIECHĘCENIA MŁODYCH DO SIĘGANIA PO MARIHUANĘ, JAK PROWADZIĆ  ROZMOWĘ BY NIE BYŁA ODEBRANA JAKO ATAK. Będę wdzięczna za każdą pomoc. Wiem, że z dnia na dzień problem nie zniknie, ale muszę próbować. pozdrawiam.