Na początku to była tylko trawka

Na początku to była tylko trawka Dzisiaj nadszedł dzień w którym zaczęłam szukać pomocy, czuje, że dzieje się ze mną coś co do końca nie jest normalne, postępuję wbrew sobie i wbrew temu co wiem. Mój chłopak ma 24 lata. Jego ojciec zmarł jak On miał 4 latka a mama 3 lata temu. Wychowywał się sam, matka była skrajną alkoholiczką a On sam nie wie jak wygląda normalna rodzina. Sam od 14 roku życia zaczął brać się
za narkotyki,

do tego trenuje kickboxing i jest w tym naprawdę dobry, trenerzy i on sam pokładają ogromną nadzieję w tym, że coś w życiu osiągnie. Rok temu wyjechaliśmy razem za granicę i byliśmy tam prawie rok. W Polsce nie byliśmy ze sobą długo, tak na prawdę nie mieliśmy za dużo czasu żeby się poznać lecz to nie przeszkadzało mi żeby się zakochać, po raz pierwszy tak bezgranicznie. Tam zaczęło się piekło. Bynajmniej dla mnie.
Pracowałam sama, utrzymywałam nas i to nie było dla mnie żadnym problemem, dopóki nie zaczęły mi ginąć pieniądze, ledwo łączyliśmy koniec z końcem a okazało się, że mój chłopak zaczął brać się za narkotyki. Na początku to była tylko trawka, później zobaczyłam, że zaczynają dziać się z nim dziwne rzeczy, był nerwowy, agresywny, zimny. Kłóciliśmy się ciągle, później nasze rozmowy zaczęły się ograniczać tylko do jednego czy dwóch zdań. Zdecydowałam się zjechać do kraju, strasznie jednak przeżywałam to, że wracam sama, że wracam bez niego. W Polsce już drugiego dnia zdałam sobie sprawę, że mam wokół siebie wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Wszyscy jak się okazało zakładali, że tak właśnie skończy się moja szczęśliwa miłość. Po dwóch miesiącach zobaczyłam Jacka po drugiej stronie ulicy. Zamurowało mnie, ręce zaczęły mi się trząść, nie mogłam
powiedzieć słowa. Jacek zaczął mnie zastraszać, śledzić mnie, pytać wszystkich o to co robię i jak wygląda moje życie, bez przerwy dzwonił, płakał, wpadał w furię i zaczęliśmy się znowu spotykać. Okazało się że Jacek bierze narkotyki, że cały czas chodzi naćpany i ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Cały czas mówił mi, że to przeze mnie, że ja jestem temu winna. Doszło do sytuacji, w której biegał po domu, rzucał się na ziemię, na
zmianę krzyczał, płakał i śmiał się , machał nożem i mówił, że zabije najpierw mnie a później siebie albo tylko siebie.  Rozstaliśmy się, uciekłam, a teraz kiedy minęło już ponad pół roku znowu zaczęliśmy się spotykać. Od 4 miesięcy schodzimy się i rozchodzimy. Miesiąc temu zrobiłam mu test na narkotyki i pozytywne wyszły amfetamina, marihuana i extazy. Znowu się rozeszliśmy. W kółko towarzyszące temu awantury, przepychanki, mnóstwo negatywnych emocji i łez wykańcza mnie. Od Soboty widujemy się znowu. Staram się od niego nie odklejać, tak bardzo brakuje mi go
jak się rozstajemy, tak bardzo nie potrafię sobie poradzić. Jak nie jesteśmy razem zaczynam płakać bez powodu, chodzić spać nad ranem a wstawać popołudniu, izolować od siebie wszystkich znajomych, staję się nerwowa i nic nie można mi powiedzieć, cały czas za nim tęsknie i szukam powodów dlaczego dzieje się właśnie tak.  Kocham go i tak strasznie chciałabym żeby przestał bawić się w jakieś nielegalne rzeczy, żeby nie brał już więcej, żeby się uspokoił, żeby nie pakował wszystkich pieniędzy w maszyny, chciałabym dać mu wszystko co mam a okazuje się to niewystarczające. Zaczynam pracę w wojsku i zaraz jak tylko będzie to możliwe studia, chciałabym żeby moja przyszłość była bezpieczna, tylko problem w tym, że z nim nigdy nie będzie a nie widzę jej bez niego. Niszczy mnie to wszystko, ciągle szukam powodów, błędów, roztrząsam swoje na drobne kawałki a jego zachowanie staram się tłumaczyć swoim zachowaniem. ( ja zrobiłam to tak, ja powiedziałam to, dlatego on się naćpał, dlatego mnie uderzył, dlatego mnie traktuje tak a nie inaczej). Tak jest wiecznie. Jestem tym zmęczona. Zdecydowałam się na wizytę u psychologa. Zaczynam bać się, że
prędzej czy później to skończy się tragedią. Chciałabym mu pomóc, chciałabym żeby wydostał się z bagna, w którym utkwił, tylko nie wiem jak. Chciałabym skorzystać z waszego programu psycholog do domu. Bardzo proszę o pomoc.